Pamiętnik Fantomasahttp://doman.art.plPrzygody Fantomasa w świecie rzodkiewekto behttp://doman.art.pl?data=2012-05-022012-05-02 No więc podstawy zna praktycznie każdy kto kiedyś liznął w szkole angielski.
Dla przypomnienia posłużymy się googlem:
http://www.tlumaczenia-angielski.info/angielski/odmiana-to-be.htm

Dzisiaj natomiast zajmiemy się równie częstą choć mniej rozumianą odmianą "bym".

Poniżej zamieszczam kilka błędnych użyć tego czasownika:
- Bym wygrał ten wasz konkurs jakbym chciał
- Ja to bym zagrał w tym filmie o wiele lepiej od tego aktora
- Bym o wiele szybciej przebiegł ten dystans od tego sportowca.
- Jak te cio... grają. Ja bym już z dziesięć bramek strzelił.
- Nasz rząd to sami partacze. Bym rządził o wiele lepiej!


Wydaje się, że w powyższych przykładach wszystko jest użyte jak należy. Niestety jest to bardzo częsty błąd popełniany przez wiele osób. Poprawna forma powinna brzmieć jak poniżej:

- Bym wygrał ten wasz konkurs jakbym chciał
Nie kur... byś nie wygrał, bo ani nie chodzisz do klubu, ani nie wziąłeś udziału w konkursie.

- Ja to bym zagrał w tym filmie o wiele lepiej od tego aktora
Nie kurde. Nie zagrał byś lepiej w tym filmie, bo nigdy nawet nie udałeś się na plan filmowy.

- Bym o wiele szybciej przebiegł ten dystans od tego sportowca.
Nie przebiegł byś, bo zamiast trenować, siedzisz i marudzisz przed komputerem.

- Jak te cio... grają. Ja bym już z dziesięć bramek strzelił.
Byś nie strzelił, ponieważ nigdy nie chciało ci się zapisać i chodzić do klubu piłkarskiego.

- Nasz rząd to sami partacze. Bym rządził o wiele lepiej!
Nie rządził byś lepiej, ponieważ nigdy nic nie zrobiłeś by nawet się do rządu dostać.


Jak widać powyżej używanie tego czasu wcale tak proste nie jest. Większość społeczeństwa ma z tym całkiem duży problem.
Kolejnych przykładów wcale daleko szukać nie trzeba. Chociażby eventy w naszych klubach. Czemu jest ich tak mało? Bo ludzie nie chcą w nich uczestniczyć. Ja BYM na pewno wygrał, ale nie chce mi się brać udziału. Zresztą po samym konkursie widać jak wielki zapał jest do aktywnego udziału w takich zabawach. W mojego klubu chodzi około 2-3 tysięcy klubowiczów? Udział wzięły 2-3 osoby, z czego aktywnymi były - właściwie tylko ja byłem :)

Podobnie jest np z wyjściami na trening na świeżym powietrzu. Niby każdy BY mógł, ale w praktyce poza mną i trzema moimi znajomymi praktycznie nikt się do tego nie kwapi. BYM mógł trenować tak jak wy, ale właśnie mi zupa stygnie w domu. Też BYM się podciągnął 10 razy, ale właśnie coś mnie pobolewa w łokciu.


Czemu zająłem się dzisiaj odmianą tego czasownika? Moi znajomi dziwili się i zwyczajnie nie wierzyli, że tak łatwo można było wygrać roczne karnety w tym konkursie. Co to za głupi konkurs skoro ty go tak łatwo wygrywasz? Przecież my byśmy też spokojnie wygrali.
Ano pewnie byście wygrali. Ale wcześniej trzeba oduczyć się "nadużywania odmian to be" i zacząć zwyczajnie działać. W końcu dla kogo te wszystkie rzeczy są jak nie dla nas?]]>
Sprawy treningowehttp://doman.art.pl?data=2012-04-222012-04-22
Od razu totalnie mnie uderzyło jak ten trening jest niedopracowany :) Wystarczyło trochę czasu na treningu FBW (ustawionym specjalnie pod siebie), by zauważyć różnicę w obu programach.

No więc przedwczoraj robiłem plecy z tricepsem. Aż mi się chce śmiać gdy to wypowiadam. Plecy z tricepsem... Zamiast napisać, że trenowałem, muszę pisać, że robiłem plecy i triceps :) Nie nogi, nie prostowniki, nie całą masę innych mięśni. Plecy i triceps :)

No dobrze. Zacząłem od przyciągania drążka wyciągu górnego. Jak kiedyś na splicie robiłem to ćwiczenie (oczywiście z obowiązkowymi paskami!) z obciążeniem 90kg, tak teraz bez pasków spokojnie ciągnę 130-140.

Potem przyszła kolej na jeszcze jedno ćwiczenie... Po co - nie mam pojęcia. No ale niech będzie. W końcu to split. Przyciąganie uchwytu wyciągu poziomego. W splicie robiłem to ćwiczenie z paskami i obciążeniem 40-45. Teraz przyciągam maksimum bez pasków zastanawiając się czy w ogóle "wchodzi". W porównaniu z podciąganiem (także z obciążeniem) to ćwiczenie daje bardzo kiepski bodziec.

Potem kolejnym totalnie niepotrzebnym ćwiczeniem było wiosłowanie sztangielką i podciąganie za plecy. Totalnie niepotrzebnym, bo całą pracę powinienem zakończyć na 1 max 2 porządnym ćwiczeniu.


Czemu o tym wszystkim piszę? Ano dlatego, że wystarczyły 3-4 miesiące w normalnym treningu, by totalnie zmienić swoje spojrzenie. By wyraźnie dostrzegać patologię jaka panuje na naszych siłowniach.

Olbrzymich wielkości ludzie trenują z kobiecymi ciężarami. Zamiast 160kg na przysiadzie zakładają po 60, zamiast robić martwy ciąg o prostych nogach z obciążeniem 100kg, robią to z 30. Podciągają się z... czekaj. Oni się nie podciągają :)

Większość ćwiczeń robimy izolując mięsień. Fajnie się pompuje prawda? Fajowsko się spina. Niestety siły to nam nie daje.

To taki rodzaj "oszustwa".
Zresztą większość z was pewnie zna to uczucie.
"Dzisiaj będę robił plecy, ale podciąganie się pominę, bo nie mam siły na to ćwiczenie".
"Dzisiaj będę robił nogi, ale na prawdziwe przysiady zastąpię suwnicą, bo nie mam siły".

Czy to aby nie jest wam znane? Spróbujcie zaobserwować to w waszych klubach. Większość pakerów nie będzie w stanie podciągnąć się 20 razy, zrobić 20 pompek na rękach, czy zrobić 20 przysiadów z ciężarem własnej wagi. A przecież nie mówimy o tych ćwiczeniach z dodatkowym ciężarem! Zamiast tego jednak wspaniale będą robili wiosłowanie sztangielką, czy wypychanie sztangielek ponad głowę. Bo to łatwiejsze ;] A przynajmniej dla ich organizmów, które latami zostały przyzwyczajone tylko do tych konkretnych ruchów.

To pokazuje jak bardzo patologiczny jest nasz trening. Chodzimy latami na siłownię super intensywnie trenując, a po tak długim czasie okazuje się, że nawet kilku podciągnięć nie jesteśmy w stanie zrobić. Czyli co? Mamy te mięśnie? Czy ich nie mamy. Chyba raczej nie mamy, skoro siły też nie mamy.

A wiecie co jest najlepsze? Że większość pism propaguje taki trening. Nigdy jednak nie wspominają że zawodowi kulturyści którzy go stosują całe życie skupiają wokół treningu i wspomaganiu się niezłymi dawkami mocnych środków.


W szatni pewien dużych rozmiarów gość cieszył się, że właśnie skończył trening nóg i cały tydzień będzie mógł się "lenić". W sumie co prawda to prawda. Zamiast w kolejnym treningu uczciwie podejść do ćwiczeń które są naprawdę wymagające, wybierzemy uginanie ramion na maszynie (bo łatwiej), czy wznosy ramion bokiem (barki). O pracy z łamaną sztangą zapomnimy, tak samo jak wyrzutach sztangi nad głowę.

Gąbeczki nie mięśnie. Trenując takimi metodami budujemy sobie duże gąbczaste poduszki, które możemy raz na tydzień napompować, ale które nie mają proporcjonalnie wypracowanej siły.
Tak, wiem. Zawodowi kulturyści robią cykle siłowe w których skupiają się na poprawie siły. Ale zapytajcie ich jakie wtedy ćwiczenia robią?

Takich patologii jest o wiele więcej. U mnie w klubie część osób gdy decyduje się do podejścia do większych ciężarów od razu sięga po igły. Autentycznie część moich znajomych jedzie na sterydach.
Najlepsze jednak, że wcale nie uzyskują lepszych rezultatów niż ja na normalnym treningu. Nie mówię tutaj o zajebistości swojej osoby, a o tym, że nawet mocne środki niewiele dają gdy trening jest niewłaściwy. Kumpel gigant zawiązawszy paski na uchwycie wyciągu zaczął bujać się siłą rozpędu przyciągając drążek do klatki. Siłacz jakich mało prawda? Podciągać się już nie poszedł "bo to nie dla niego".

To właściwie po co my trenujemy? Tylko po to by nabić gąbki? Czy może żeby być jednak trochę sprawniejszym w tym naszym życiu?

Z pewnością pamiętacie jak sam trenowałem z paskami, pasjonując się kolejnymi ćwiczeniami. Trzy miesiące wystarczyły by zmienić to podejście o 180 stopni.
Paski na nadgarstki? A po co ci one, skoro przy normalnym treningu są ci zupełnie zbędne? Jeżeli ich nie stosujemy (rękawiczek zresztą też nie!) nasz uchwyt przystosowuje się do większych obciążeń. Mi też te zalecenia przelatywały przez uszy, a ja nic sobie z nich nie robiłem. Spróbowałem i zacząłem nosić paski tylko po to by je znajomi ode mnie pożyczali.

Minusów splita jest niestety trochę więcej. Normalny człowiek kiedy trenuje (mowa o intensywnym treningu z jakimś obciążeniem) potrzebuje czasu na regenerację. Niestety przy splicie czegoś takiego sobie nie dajemy. Pierwszego dnia robimy przykładową klatkę. Ciężka partia przy mocnym treningu. Totalnie się zmachamy, zabijemy nasz organizm i ogólnie stłamsimy te nasze mięśnie piersiowe do takiego stopnia, że następnego dnia nie będziemy mogli się ruszyć.
Teraz powinna nastąpić regeneracja. Nie mówię tutaj tylko o regeneracji mięśni piersiowych, ale o regeneracji całego organizmu i PSYCHIKI. Niestety nie następuje bo idziemy na kolejny trening na którym tłamsimy się po raz kolejny (np plecy...).
Potem w końcu następuje upragniony dzień odpoczynku, po którym zrobimy barki. Całą sesję przeznaczamy na tą "prostą" partię, więc i tym razem tłamsimy je doszczętnie (a co - ma być przecież max intensywnie). Nie mamy siły więc robimy kolejny dzień regeneracji. W końcu zaraz czeka nas super masakryczyny trening nóg, po którym będziemy kilka dni zbierali się do kupy :)
Widzicie jak nasza regeneracja jest dziwnie ułożona? Wtedy kiedy powinniśmy odpocząć, nie odpoczywamy. Wtedy gdy odpoczynek tak bardzo nie jest potrzebny (po treningu barków) nagle nastaje okres spoczynku.
I teraz uwaga. Przy mocnym treningu organizm MUSI ODPOCZYWAĆ. Chyba że faszerujesz się mocnymi towarami które sztucznie poprawiają ci regenerację (tak lubiane przez grono fanów sterydy bardzo fajnie poprawiają właśnie regenerację!).

Przyrównajcie to teraz do FBW. Robicie mooocny trening (treningi FBW są bardziej intensywne niż trening nóg :). Jako że na 1 sesji nie robicie masakrowania jednej części a dzielicie tą pracę na krótkie pobudzenie kilku części, wasz organizm o wiele łatwiej to przyjmuje i regeneruje dane poszczególne mięśnie. Po takiej pracy nastaje dzień przerwy. Potem trening, przerwa itp.
I powiem wam z praktyki, że na następny dzień po treningu możecie spokojnie iść grać w amerykański football. W porządnym splicie nie ma opcji by takie coś miało miejsce. Po mocnych nogach czy plecach następnego dnia nie macie chęci by nawet pobiegać :)

Odkąd zacząłem trenować FBW, spokojnie mam więcej czasu dla siebie. Spokojnie mogę korzystać poza siłownią z nabytej na niej siły (bo mam na to... siły i chęci). O wiele przyjemniej się ćwiczy i co ważne - bardzo dobrze widać rezultaty.
A waga? Nic a nic nie zmalała.

Powiecie że to jest trening dla amatorów. Oczywiście że tak. I dla amatorów i dla bardziej zaawansowanych. Jeżeli jesteś koksem który poza przygotowywaniem się na scenę nic w życiu nie robi pewnie mnie wyśmiejesz. Tobie nie jest potrzebna siła funkcjonalna. Nie jest ważne ile razy się podciągniesz, ile zrobisz pompek czy przysiadów. Tobie potrzebne są wymiary. Nie ważne, że nie charakteryzują się one dużą siłą.


I nie. Nie mówię tutaj, że kulturyści nie są silni. Mistrzowie wiedzą co robią. Mówię, że większość klubowiczów nie wie co robi. Powielają treningi koksujących ludzi którzy pobudzają się towarem a nie treningiem, nie zdając sobie sprawy z tego, że normalny organizm trzeba trenować inaczej. Ty masz pobudzać stosownie do tego co twój organizm może a nie co mogą zawodowi koksiarze ;]]]>
Nie dajmy się zadeptaćhttp://doman.art.pl?data=2012-04-162012-04-16
Wracając wczoraj z siłowni do domu do domu, gdy wszedłem na klatkę, ciężko mi się oddychało przez panującą tutaj papierosową siekierę. Wchodząc po schodach zauważyłem jarzącego się jeszcze niedopałka z którego unosił się wolny dymek. Ja rozumiem kurwa, że ktoś lubi sobie zapalić. Rozumiem że ktoś lubi sobie wypić browarka. Ale to nie powód żeby robić burdel z wspólnej klatki i rzucać tam palące się jeszcze kiepy czy puste puszki po piwie.

Wszedłem więc do mieszkania, chwyciłem marker i naskrobałem na kartce stosowne przywitanie do mieszkańców naszej klatki:

"Proszę uszanować innych i nie robić z klatki swojej palarni i meliny! Sąsiad spod 15".
Przykleiłem ją do drzwi wejściowych i na tym temat się zakończył. Dzisiaj rano już kartki nie było, ale widać mój przekaz przynajmniej do kilku lokatorów trafił. I dobrze, bo następnej informacji nie będzie.

Wiecie, bo ja już taki jestem. Tego nauczyło mnie życie.

Kilkanaście miesięcy temu na naszej klatce sypiał były sąsiad którego eksmitowano z mieszkania. Zrobiono to nie bez powodu. Był z niego straszny menel i brudas, od którego waliło na kilometr. Walił najtańsze spirytusy na rynku, dzień w dzień robił rajdy po śmietnikach i wraz ze swoimi menelskimi towarzyszkami robili libacje w swoim lokalu. Ja rozumiem że człowiek może być biedny, może mieć problemy w życiu. Ale trzeba się też szanować. Gość wszystko przepił i zapuścił swoje mieszkanie do takiego stopnia, że gdy nowa rodzina się wprowadzała musiała wszystko kuć do tynku i dezynfekować, bo z całym robactwem nie było jak walczyć.
No więc gdy owy "sąsiad" zrobił sobie nowy lokal na naszym strychu wszyscy udawali że mają klapki na oczach. To nic że nie dało się przejść po schodach nie zakrywając buzi. To nic że wychodząc z mieszkania zbierało się wszystkim na wymioty. Smród panował taki że nawet szczury pouciekały z naszego bloku. Wszyscy i tak udawali że problem ich nie dotyczy.
Wapniaki.
W dzisiejszych czasach ludzi wychowuje się na mięczaków. Kochana władza musi o nas dbać, a my sami trzęsąc majtami zamykamy się w swoich czterech ścianach i cieszyć się że w ogóle mamy gdzie mieszkać, okazyjnie czekając na emerytalne ochłapy. Zero szacunku dla siebie samych.

Dlatego uważam że ktoś musi zareagować. Gdy kogoś biją w autobusie, nie wolno odwracać wzroku. Gdy coś się dzieje nie tak, nie wolno nam udawać, że wszystko jest w porządku. Tak godni ludzie nie robią.

Sprawa z sąsiadem została szybko załatwiona. Potem już się tutaj nie pokazał.
Dzisiaj na klatce już nie było żadnych niedopałków i puszek. Zobaczymy co czas przyniesie. Myślę że sąsiedzi mimo wszystko co nieco sobie przemyślą. Chyba niektórzy się mnie boją :)

Kto by pomyślał że z tego skromniutkiego, bojaźliwego chłopczyka wyrośnie taki typ.

Pomyślicie, że muszę być strasznym skurwysynem. Nie. Nie uważam się za takiego. Nawet ustąpię miejsca :). Ale jeżeli coś mi nie odpowiada wyrażam swoje zdanie.

Chcielibyście być wzorami dla swoich dzieci? Wzorem nie staje się kuląc ogon pod swój zad, a walcząc o swoje.





Inny temat który miliony moich fanów z pewnością zainteresuje ;]

Po kilku miesiącach przygody z treningiem FBW (Full Body Workout) mogę się z wami podzielić doznaniami. A są one skrajnie różne od tych przy tradycyjnym dzielonym treningu.

Po treningu splita trenowana partia jest totalnie wymęczona. Może i na treningu czuć fajną pompę, ale potem to uczucie zamienia się w zmęczenie. Przykładowo po treningu nóg przez następne dwa dni raczej nie weźmiemy udziału w biegach. Jest to takie dziwne uczucie, które wyraźnie mówi organizmowi, że trenuje się kulturystykę i raczej na nic więcej nie ma co liczyć.

W FBW jest inaczej. Następnego dnia czujesz się zupełnie wypoczęty i nowy. Mija kolejny dzień i możesz zrobić kolejny super ciężki trening. Moim zdaniem jest to bardzo fajna rzecz, w końcu po coś się trenuje. W splicie większość ludzi między treningami chodzi jakby była sparaliżowana i właściwie nie ma siły by wykorzystać wypracowany potencjał :)

Różnice są też w innych rzeczach. W sobotę skończyłem trening nóg i się zdziwiłem, że trening już się zakończył. "To tyle?" pytałem się w myślach. Mimo ciężaru jaki stosowałem miałem wrażenie, że trening ten był o wiele lżejszy od FBW. Tym samym obaliłem sobie mit, że ponoć FBW jest dla amatorów. Nic bardziej mylnego. Sami zresztą wiecie jak się na splitach oszukuje. Zrobisz jedno wielostawowe ćwiczenie - np. przysiady, a całą resztę dopieścisz lekkimi ćwiczeniami typu wyprosty nóg ;) W praktyce większość osób oszukuje jeszcze bardziej robiąc same "izolowańce".
W FBW natomiast olewasz większość "pierdu oszukańczych" ćwiczeń i robisz praktycznie same podstawowe.

Wracając do soboty. Mimo krótszego treningu po wejściu do szatni moje nogi trzęsły się ze zmęczenia, czego nie doznawałem w FBW (tak samo jak nie doznawałem upierdliwego bólu następnego dnia!). No nic. Na szczęście kolejny trening nóg jest dopiero za tydzień. A człowiek się przyzwyczaił do tego że może sobie częściej przysiady porobić :(

W ogóle jeżeli przyrównać oba systemy chociażby w samych odczuciach, ma się wrażenie, że FBW jest o wiele bardziej kompleksowy i nie "upośledza" (nie mogłem znaleźć dobrego określenia) tak bardzo organizmu jak to robi split. Nawet obciążenie na stawy mimo większych ciężarów wydaje się mniejsze... Pewnie jest to spowodowane mniejszą liczbą ćwiczeń które oscylują w granicach jednego :)
Fajnie, że na splicie rośnie mięsień, fajnie że możemy pobawić się w separację, poczuć pompę i podobne kulturystyczne pierdoły. Ale to wszystko jest nastawione tylko na kulturystyczną budowę sylwetki i mało co więcej. Fajnie. Jestem duży. A gdzie siła, wytrzymałość, krzepa itp? Chodź na drążek do parku to wyjdzie jaki jesteś kulturysta ;]

W ogóle zacząłem dzisiaj zwracać uwagę na obciążenia jakie biorą ludzie. Byki takie, że się w drzwiach ledwo męczą, a martwy ciąg o prostych nogach robią na obciążeniu 30kg (autentyczna dzisiejsza sytuacja!). Widać od razu kto jedzie na towarze a jego trening jest mało co warty. Swoją drogą to jest jedna z bardzo częstych patologii które widać w klubie. Olbrzymich postur osoby, które swoje gabaryty robią w 2-3 miesiące mają siłę wprost nieproporcjonalną do swoich rozmiarów.
Taka chudzina jak ja bez żadnych sterydów i podobnych pierdół bierze kilka razy więcej od nich. O czym my w ogóle dyskutujemy... No ale tak właśnie wygląda "patologiczny" trening. Niestety sporo osób nie wie, że do rezultatów dochodzi się małymi kroczkami.


Mógł bym tak lać wodę godzinami a i tak nikt tego nie przeczyta.

Na zakończenie tego przydługiego pitolenia trochę o paskach na nadgarstki.
Lepiej ich nie używajcie. A przynajmniej starajcie się je ograniczać do minimum! Ja tak ostatnimi czasy robiłem, rękawiczki i paski zostawiając w torbie. Rezultat? Mój chwyt "nieco" się poprawił. Przy ściąganiu wyciągu górnego jeszcze 3 miesiące temu ciągnąłem z 80-90 kilo z paskami na rękach. Wczoraj sprawdzałem i spokojnie poszło 140 bez pasków. Podobnie jest przy martwym ciągu czy ściąganiu uchwytu wyciągu poziomego. Właściwie od jakiegoś czasu paski zabieram z sobą tylko po to, by inni mogli z nich korzystać. Jedyne ćwiczenie przy którym ich używam to wiosłowanie sztangielką, bo jest ona mocno niewygodna.]]>