Doman.art.pl - ciemna strona kartofelka
RSS

to be

Kategoria: trening
W dzisiejszym odcinku zajmiemy się odmianą angielskiego czasownika być (to be)
No więc podstawy zna praktycznie każdy kto kiedyś liznął w szkole angielski.
Dla przypomnienia posłużymy się googlem:
http://www.tlumaczenia-angielski.info/angielski/odmiana-to-be.htm

Dzisiaj natomiast zajmiemy się równie częstą choć mniej rozumianą odmianą "bym".

Poniżej zamieszczam kilka błędnych użyć tego czasownika:
- Bym wygrał ten wasz konkurs jakbym chciał
- Ja to bym zagrał w tym filmie o wiele lepiej od tego aktora
- Bym o wiele szybciej przebiegł ten dystans od tego sportowca.
- Jak te cio... grają. Ja bym już z dziesięć bramek strzelił.
- Nasz rząd to sami partacze. Bym rządził o wiele lepiej!


Wydaje się, że w powyższych przykładach wszystko jest użyte jak należy. Niestety jest to bardzo częsty błąd popełniany przez wiele osób. Poprawna forma powinna brzmieć jak poniżej:

- Bym wygrał ten wasz konkurs jakbym chciał
Nie kur... byś nie wygrał, bo ani nie chodzisz do klubu, ani nie wziąłeś udziału w konkursie.

- Ja to bym zagrał w tym filmie o wiele lepiej od tego aktora
Nie kurde. Nie zagrał byś lepiej w tym filmie, bo nigdy nawet nie udałeś się na plan filmowy.

- Bym o wiele szybciej przebiegł ten dystans od tego sportowca.
Nie przebiegł byś, bo zamiast trenować, siedzisz i marudzisz przed komputerem.

- Jak te cio... grają. Ja bym już z dziesięć bramek strzelił.
Byś nie strzelił, ponieważ nigdy nie chciało ci się zapisać i chodzić do klubu piłkarskiego.

- Nasz rząd to sami partacze. Bym rządził o wiele lepiej!
Nie rządził byś lepiej, ponieważ nigdy nic nie zrobiłeś by nawet się do rządu dostać.


Jak widać powyżej używanie tego czasu wcale tak proste nie jest. Większość społeczeństwa ma z tym całkiem duży problem.
Kolejnych przykładów wcale daleko szukać nie trzeba. Chociażby eventy w naszych klubach. Czemu jest ich tak mało? Bo ludzie nie chcą w nich uczestniczyć. Ja BYM na pewno wygrał, ale nie chce mi się brać udziału. Zresztą po samym konkursie widać jak wielki zapał jest do aktywnego udziału w takich zabawach. W mojego klubu chodzi około 2-3 tysięcy klubowiczów? Udział wzięły 2-3 osoby, z czego aktywnymi były - właściwie tylko ja byłem :)

Podobnie jest np z wyjściami na trening na świeżym powietrzu. Niby każdy BY mógł, ale w praktyce poza mną i trzema moimi znajomymi praktycznie nikt się do tego nie kwapi. BYM mógł trenować tak jak wy, ale właśnie mi zupa stygnie w domu. Też BYM się podciągnął 10 razy, ale właśnie coś mnie pobolewa w łokciu.


Czemu zająłem się dzisiaj odmianą tego czasownika? Moi znajomi dziwili się i zwyczajnie nie wierzyli, że tak łatwo można było wygrać roczne karnety w tym konkursie. Co to za głupi konkurs skoro ty go tak łatwo wygrywasz? Przecież my byśmy też spokojnie wygrali.
Ano pewnie byście wygrali. Ale wcześniej trzeba oduczyć się "nadużywania odmian to be" i zacząć zwyczajnie działać. W końcu dla kogo te wszystkie rzeczy są jak nie dla nas?

Sprawy treningowe

Kategoria: trening
Na pewnie czas wróciłem (max 2 tygodnie) do treningu split (czyli mniej więcej każda partia na innym treningu). Pobawimy się, zobaczymy jak tam wyglądały te stare śmiecie.

Od razu totalnie mnie uderzyło jak ten trening jest niedopracowany :) Wystarczyło trochę czasu na treningu FBW (ustawionym specjalnie pod siebie), by zauważyć różnicę w obu programach.

No więc przedwczoraj robiłem plecy z tricepsem. Aż mi się chce śmiać gdy to wypowiadam. Plecy z tricepsem... Zamiast napisać, że trenowałem, muszę pisać, że robiłem plecy i triceps :) Nie nogi, nie prostowniki, nie całą masę innych mięśni. Plecy i triceps :)

No dobrze. Zacząłem od przyciągania drążka wyciągu górnego. Jak kiedyś na splicie robiłem to ćwiczenie (oczywiście z obowiązkowymi paskami!) z obciążeniem 90kg, tak teraz bez pasków spokojnie ciągnę 130-140.

Potem przyszła kolej na jeszcze jedno ćwiczenie... Po co - nie mam pojęcia. No ale niech będzie. W końcu to split. Przyciąganie uchwytu wyciągu poziomego. W splicie robiłem to ćwiczenie z paskami i obciążeniem 40-45. Teraz przyciągam maksimum bez pasków zastanawiając się czy w ogóle "wchodzi". W porównaniu z podciąganiem (także z obciążeniem) to ćwiczenie daje bardzo kiepski bodziec.

Potem kolejnym totalnie niepotrzebnym ćwiczeniem było wiosłowanie sztangielką i podciąganie za plecy. Totalnie niepotrzebnym, bo całą pracę powinienem zakończyć na 1 max 2 porządnym ćwiczeniu.


Czemu o tym wszystkim piszę? Ano dlatego, że wystarczyły 3-4 miesiące w normalnym treningu, by totalnie zmienić swoje spojrzenie. By wyraźnie dostrzegać patologię jaka panuje na naszych siłowniach.

Olbrzymich wielkości ludzie trenują z kobiecymi ciężarami. Zamiast 160kg na przysiadzie zakładają po 60, zamiast robić martwy ciąg o prostych nogach z obciążeniem 100kg, robią to z 30. Podciągają się z... czekaj. Oni się nie podciągają :)

Większość ćwiczeń robimy izolując mięsień. Fajnie się pompuje prawda? Fajowsko się spina. Niestety siły to nam nie daje.

To taki rodzaj "oszustwa".
Zresztą większość z was pewnie zna to uczucie.
"Dzisiaj będę robił plecy, ale podciąganie się pominę, bo nie mam siły na to ćwiczenie".
"Dzisiaj będę robił nogi, ale na prawdziwe przysiady zastąpię suwnicą, bo nie mam siły".

Czy to aby nie jest wam znane? Spróbujcie zaobserwować to w waszych klubach. Większość pakerów nie będzie w stanie podciągnąć się 20 razy, zrobić 20 pompek na rękach, czy zrobić 20 przysiadów z ciężarem własnej wagi. A przecież nie mówimy o tych ćwiczeniach z dodatkowym ciężarem! Zamiast tego jednak wspaniale będą robili wiosłowanie sztangielką, czy wypychanie sztangielek ponad głowę. Bo to łatwiejsze ;] A przynajmniej dla ich organizmów, które latami zostały przyzwyczajone tylko do tych konkretnych ruchów.

To pokazuje jak bardzo patologiczny jest nasz trening. Chodzimy latami na siłownię super intensywnie trenując, a po tak długim czasie okazuje się, że nawet kilku podciągnięć nie jesteśmy w stanie zrobić. Czyli co? Mamy te mięśnie? Czy ich nie mamy. Chyba raczej nie mamy, skoro siły też nie mamy.

A wiecie co jest najlepsze? Że większość pism propaguje taki trening. Nigdy jednak nie wspominają że zawodowi kulturyści którzy go stosują całe życie skupiają wokół treningu i wspomaganiu się niezłymi dawkami mocnych środków.


W szatni pewien dużych rozmiarów gość cieszył się, że właśnie skończył trening nóg i cały tydzień będzie mógł się "lenić". W sumie co prawda to prawda. Zamiast w kolejnym treningu uczciwie podejść do ćwiczeń które są naprawdę wymagające, wybierzemy uginanie ramion na maszynie (bo łatwiej), czy wznosy ramion bokiem (barki). O pracy z łamaną sztangą zapomnimy, tak samo jak wyrzutach sztangi nad głowę.

Gąbeczki nie mięśnie. Trenując takimi metodami budujemy sobie duże gąbczaste poduszki, które możemy raz na tydzień napompować, ale które nie mają proporcjonalnie wypracowanej siły.
Tak, wiem. Zawodowi kulturyści robią cykle siłowe w których skupiają się na poprawie siły. Ale zapytajcie ich jakie wtedy ćwiczenia robią?

Takich patologii jest o wiele więcej. U mnie w klubie część osób gdy decyduje się do podejścia do większych ciężarów od razu sięga po igły. Autentycznie część moich znajomych jedzie na sterydach.
Najlepsze jednak, że wcale nie uzyskują lepszych rezultatów niż ja na normalnym treningu. Nie mówię tutaj o zajebistości swojej osoby, a o tym, że nawet mocne środki niewiele dają gdy trening jest niewłaściwy. Kumpel gigant zawiązawszy paski na uchwycie wyciągu zaczął bujać się siłą rozpędu przyciągając drążek do klatki. Siłacz jakich mało prawda? Podciągać się już nie poszedł "bo to nie dla niego".

To właściwie po co my trenujemy? Tylko po to by nabić gąbki? Czy może żeby być jednak trochę sprawniejszym w tym naszym życiu?

Z pewnością pamiętacie jak sam trenowałem z paskami, pasjonując się kolejnymi ćwiczeniami. Trzy miesiące wystarczyły by zmienić to podejście o 180 stopni.
Paski na nadgarstki? A po co ci one, skoro przy normalnym treningu są ci zupełnie zbędne? Jeżeli ich nie stosujemy (rękawiczek zresztą też nie!) nasz uchwyt przystosowuje się do większych obciążeń. Mi też te zalecenia przelatywały przez uszy, a ja nic sobie z nich nie robiłem. Spróbowałem i zacząłem nosić paski tylko po to by je znajomi ode mnie pożyczali.

Minusów splita jest niestety trochę więcej. Normalny człowiek kiedy trenuje (mowa o intensywnym treningu z jakimś obciążeniem) potrzebuje czasu na regenerację. Niestety przy splicie czegoś takiego sobie nie dajemy. Pierwszego dnia robimy przykładową klatkę. Ciężka partia przy mocnym treningu. Totalnie się zmachamy, zabijemy nasz organizm i ogólnie stłamsimy te nasze mięśnie piersiowe do takiego stopnia, że następnego dnia nie będziemy mogli się ruszyć.
Teraz powinna nastąpić regeneracja. Nie mówię tutaj tylko o regeneracji mięśni piersiowych, ale o regeneracji całego organizmu i PSYCHIKI. Niestety nie następuje bo idziemy na kolejny trening na którym tłamsimy się po raz kolejny (np plecy...).
Potem w końcu następuje upragniony dzień odpoczynku, po którym zrobimy barki. Całą sesję przeznaczamy na tą "prostą" partię, więc i tym razem tłamsimy je doszczętnie (a co - ma być przecież max intensywnie). Nie mamy siły więc robimy kolejny dzień regeneracji. W końcu zaraz czeka nas super masakryczyny trening nóg, po którym będziemy kilka dni zbierali się do kupy :)
Widzicie jak nasza regeneracja jest dziwnie ułożona? Wtedy kiedy powinniśmy odpocząć, nie odpoczywamy. Wtedy gdy odpoczynek tak bardzo nie jest potrzebny (po treningu barków) nagle nastaje okres spoczynku.
I teraz uwaga. Przy mocnym treningu organizm MUSI ODPOCZYWAĆ. Chyba że faszerujesz się mocnymi towarami które sztucznie poprawiają ci regenerację (tak lubiane przez grono fanów sterydy bardzo fajnie poprawiają właśnie regenerację!).

Przyrównajcie to teraz do FBW. Robicie mooocny trening (treningi FBW są bardziej intensywne niż trening nóg :). Jako że na 1 sesji nie robicie masakrowania jednej części a dzielicie tą pracę na krótkie pobudzenie kilku części, wasz organizm o wiele łatwiej to przyjmuje i regeneruje dane poszczególne mięśnie. Po takiej pracy nastaje dzień przerwy. Potem trening, przerwa itp.
I powiem wam z praktyki, że na następny dzień po treningu możecie spokojnie iść grać w amerykański football. W porządnym splicie nie ma opcji by takie coś miało miejsce. Po mocnych nogach czy plecach następnego dnia nie macie chęci by nawet pobiegać :)

Odkąd zacząłem trenować FBW, spokojnie mam więcej czasu dla siebie. Spokojnie mogę korzystać poza siłownią z nabytej na niej siły (bo mam na to... siły i chęci). O wiele przyjemniej się ćwiczy i co ważne - bardzo dobrze widać rezultaty.
A waga? Nic a nic nie zmalała.

Powiecie że to jest trening dla amatorów. Oczywiście że tak. I dla amatorów i dla bardziej zaawansowanych. Jeżeli jesteś koksem który poza przygotowywaniem się na scenę nic w życiu nie robi pewnie mnie wyśmiejesz. Tobie nie jest potrzebna siła funkcjonalna. Nie jest ważne ile razy się podciągniesz, ile zrobisz pompek czy przysiadów. Tobie potrzebne są wymiary. Nie ważne, że nie charakteryzują się one dużą siłą.


I nie. Nie mówię tutaj, że kulturyści nie są silni. Mistrzowie wiedzą co robią. Mówię, że większość klubowiczów nie wie co robi. Powielają treningi koksujących ludzi którzy pobudzają się towarem a nie treningiem, nie zdając sobie sprawy z tego, że normalny organizm trzeba trenować inaczej. Ty masz pobudzać stosownie do tego co twój organizm może a nie co mogą zawodowi koksiarze ;]

Lamusowe pomiary konkursowe

Kategoria: trening
Dzisiaj musiałem zrobić konkursowe pomiary dla lamusów. Na szczęście już niedługo koniec tych bzdetów. To takie lanie wody i uśmiechanie się do złej gry. No ale czego nie robi się dla kumpli prawda?

Ogólne wyniki na dzień dzisiejszy?

Waga 84kg, tkanka tłuszczowa 7,6, waga mięśnia 73,7.
Czyli od ostatniego pomiaru:
- złapałem ponad kilogram ogólnej wagi,
- straciłem 2% tłuszczu
- zyskałem 3kg mięśnia.

Ale to są dane dla lamusów. To tylko głupie współczynniki naszego ciała, które wcale w pełni nas nie określają. Możesz być chudszy, możesz się bardziej wyciąć, możesz mieć więcej mięśnia itp. Tylko co z tego, skoro nie ma to przełożenia na twoją sprawność?

Najważniejsze że przez ten czas udało mi się wypracować wzrost siły i dojść do poziomu który kiedyś był dla mnie mało osiągalny.

Dane z ostatniego i tego tygodnia:
- podciąganie 3x z obciążeniem 86kg, 5-6x z obciążeniem 45, ok 50x bez obciążenia
- wyciskanie sztangi z obciążeniem 140 głową w dół
- przysiady z obciążeniem 180
- biceps - obciążenie jak kiedyś - czyli po 20 na stronę - bo wciąż mam kontuzję przedramienia :|

Ogólnie rzecz biorąc nigdy w życiu nie miałem takich rezultatów. To praktycznie 200% własnej masy w większych ćwiczeniach. Sucharek Fantom pokazał na co go stać. I to właśnie mnie najbardziej cieszy :)
Dlatego właśnie pomiary chowam do pudełka i tyle na ich temat. Jeszcze tylko muszę zmyślić jakieś obwody i wpisać je w konkursowy formularz, ale to może później...