Doman.art.pl - ciemna strona kartofelka
RSS

Eksperyment

Kategoria: Van Thomas
Dziękuję za zaproszenie - uśmiechnął się detektyw ściskając dłoń profesora.
- Nie ma za co Tomaszu. Przepraszam za nie najlepszy strój, ale wiesz – mam ostatnio masę roboty. Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić.
Profesor był niskiego wzrostu starszym człowiekiem ubranym w sweter i niechlujnie zarzucony na niego biały kitel. Nieco łysiny oraz noszone na nosie okrągłe okulary nadawały mu nieco powagi ale i – jak to nazywał detektyw –.przyjaznego uroku.
- W sumie totalnie się nie orientuję w tej pana fizyce. Neutro coś - jak pan to nazwał profesorze?
- Neutrina. Najszybsze obiekty we wszechświecie. Dzisiaj będziemy przeprowadzać eksperyment z ich udziałem. Widzisz tą wielką machinę? - profesor wskazał na jeden z małych ekranów z wizją jakiegoś pokoju - to Zderzacz Hadronów – właśnie w nim przeprowadzimy badanie nad tymi tajemniczymi obiektami.
- A to jest jakoś niebezpieczne?
- Nie specjalnie. Przestrzegamy wszystkich standardowych w tej sytuacji środków bezpieczeństwa. Na czas badania wszyscy opuszczają zagrożony teraz, a cały obszar jest oddzielany od reszty stalowo ołowianymi grodziami. Nawet wybuch bomby atomowej nie był by w stanie nam nic zrobić.

- Wcale nie! - szczeknął mały piesek.
- Wcale tak. Myszy są lepsze od psów. Mamy ładniejsze futerka, ładniejsze ogony i w ogóle jesteśmy lepsze.
- Wcale nie.
Oba zwierzaki ganiały się w około pokoju starając się udowodnić sobie kto jest wyżej w hierarchii gatunków. Krzątający się po pomieszczeniu asystenci profesora co chwila musieli uskakiwać przed ganiającymi zwierzakami.


Profesor uśmiechnął się do siebie pogrążając sie w zamyśleniu. Dzisiaj wreszcie nastał wyczekiwany dzień, kiedy wszystkie marzenia się spełniają. Wieloletnia walka o dotacje, namawianie innych jajogłowych naukowców do podjęcia wspólnych badań. W końcu mozolne budowanie tworzenie wielkiego Zderzacza. Dzisiaj wreszcie nadejdzie upragniona chwila kiedy odmienimy historię.

- Wcale nie! – znowu szczeknął piesek starając się przekrzyczeć małą myszkę.
- Wcale tak! - myszy są lepsze od psów.
Myszka zagrała palcami na nosie po czym wybiegła pędem z pokoju. Mały piesek rzucił się za uciekinierem.

- Profesorze - myślę że to będzie bardzo ciekawe przeżycie. W końcu - nie co dzień mamy zaszczyt towarzyszyć w przełomowych badaniach.
- Oj tak. Z pewnością będą przełomowe. Wiesz Tomaszu że jeżeli nasze domniemania się sprawdzą, mogą one zachwiać całą dotychczasową Fizyką?
- To znaczy?
- Przez lata obowiązywała nas teoria względności Alberta Einsteina. Pewnie go kojarzysz.
- Tak. Ten słynny fizyk co lubił wystawiać język.
- Nie inaczej. To właśnie on jest autorem najbardziej znanej teorii, mówiącej o tym, że ciało o jakiejkolwiek masie nie może się poruszać szybciej od światła.
- Widzisz Tomaszu. Jeżeli nasze przypuszczenia się sprawdzą, teoria przez lata uważana za podstawę Fizyki okaże się błędna! Wiesz co to znaczy?
- Że cała Fizyka weźmie w łeb?...
- Właśnie! Tomku - właśnie stoimy przed przełomową chwilą. Dzisiejszy dzień może zmienić całą przyszłość! Oczy profesora błyszczały zafascynowaniem.


- Jesteście tak samo głupie jak koty - mała myszka krzyczała do goniącego ją pieska.
Ślizgając się na śliskiej posadzce zwierzaki weszły w zakręt, minęły kilkoro ubranych w dziwne białe stroje ludzi i dalej pognały wzdłuż długiego korytarza.


- Tomaszu - czas zacząć. Ah te emocje. Już za kilka minut zmienimy historię świata - zaśmiał się entuzjastycznie profesor.
- Czyli wszystko zobaczymy na tym monitorze?
- Tak. Sekcja została już odcięta od reszty. Za chwilę wszystkie grodzie zostaną szczelnie zamknięte i rozpoczniemy procedurę zderzenia. Gdy rozpędzimy Neutrina do swojej największej prędkości...
Tomasz spojrzał z zaciekawieniem w ekran. Zmiana historii? Któż mógł pomyśleć, że któregoś dnia będzie mógł towarzyszyć w tak przełomowym momencie. A gdyby coś poszło nie tak? Co mogło by się stać? Czy nastąpiła by olbrzymia eksplozja? Powstał by magiczny portal do obcego świata? A może stworzylibyśmy czarną dziurę? Któż to może wiedzieć. Z chwili na chwilę widok na ekranie coraz bardziej go pochłaniał sprawiając, że wypowiadane przez profesora słowa stawały się coraz bardziej odlegle.
- Tomaszu – profesor wyrwał detektywa z zamyślenia.
- Ha, ha. Widzę, że nawet tobie odbijają się dzisiejsze emocje.
Profesor miał rację. Dzisiejszy dzień był wyjątkowy.

Wciąż goniące się zwierzaki nie zauważyły czerwonego światełka które zapaliło się na suficie korytarza.
Wybiegająca zza rogu myszka zwinnie wskoczyła za wystającą metalową szafkę chowając się przed nadbiegającym towarzyszem.
Nie zauważając skrytej myszki mały piesek pognał przed siebie.
- Ależ on głupiutki. I one niby mają być niby mądrzejsze od myszy? Chyba w bajkach.


- Za kilka sekund wejdziemy w nową epokę. Mówię ci! Profesor już nawet nie próbował kryć emocji.
Szybko podbiegł do konsolety i zaczął sprawnie wpisywać dziwne polecenia na klawiaturze. To była jego chwila.
- Profesorze! Nagle błogą chwilę przerwał krzyk pobliskiego asystenta.
- Mamy jakiś ruch w sali Zderzacza.
- Terroryści! - przerażająca myśl przebiegła po głowie profesora. - Alkaida nas atakuje! - wrzasnął przerażony profesor. Zaraz w nas uderzą samoloty! Chcą nas zagazować! Wszyscy niech sie ratują!
- Profesorze – przerwał panikę młody adept - To chyba nie Alkaida. Chyba że teraz do ataków terrorystycznych wysyłają... asystent z niedowierzaniem patrzył w mały ekranik znajdujący sie przed jego oczami - ...psa?
- Psa? Ale... co tam robi...?
Nagle po plecach detektywa przebiegł zimny dreszcz. Szamson! Gdzie jest jego pies!
- Profesorze! Musimy przerwać eksperyment. Tam jest mój pies.
- Twój pies?! Profesor odruchowo przypatrzył się mały ekranik, na którym kilka pikseli ukazywało małego pieska który bezstresowo dreptał sobie w około Zderzacza.
O nie! O nie! To nie tak miało być. Zdenerwowany profesor złapał się za głowę.
- Nie możemy tego przerwać. Rozpędzone Neutrina nie mogą być zatrzymane. Eksperyment nie może być przerwany!
Przez chwilę profesor wpatrywał się w mały monitor, po czym uspokoiło swój ton. Podchodząc do Tomasza położył dłoń na jego ramieniu opuszczając zasmucony wzrok.
- Przykro mi przyjacielu. Nie jesteśmy w stanie nic zrobić.
- Nic się nie da zrobić?! Głupi zwierzak. Zawsze musi ładować się w tarapaty. Głupi pies... Zasmucony detektyw opuszczając głowę zamknął oczy.
- To co teraz profesorze?
- Pozostaje nam czekać.

Mały piesek z zaciekawieniem patrzył na olbrzymią maszynę która wydawała z siebie dziwny pomruk. Czasami gdy pies był głodny, jego brzuch wydawał podobne dźwięku. Ale maszyny raczej nie bywają głodne. Przynajmniej te które znał pies.
Piesek spojrzał na swój brzuszek. Tak. On też z wolna zaczynał być głodny.
Gdybym miał przy sobie gotowane parówki – pomyślał piesek - mógł bym się podzielić ze swoim nowym przyjacielem. Moglibyśmy sobie zjeść wspólnie po serdelku i wtedy by nam już nie burczało.
Ale najpierw muszę znaleźć tą wstrętną mysz. Żaden szczur nie będzie mnie przyrównywał do kotów.

Z chwili na chwilę maszyna burczała o wiele głośniej.
Nie no. Pies musiał by nie jeść z dwa tygodnie by mu tak w brzuchu hałasowało. Jak tylko się stąd wydostanę, zawiadomię odpowiednich ludzi o tym jak się tutaj traktuje porządne maszyny. Nowe postanowienie sprawiło że piesek się uśmiechnął. Tak - Super Szamson ci pomoże!

Usiadłszy na ziemi piesek podrapał się za uchem. To strasznie dziwne miejsce. Będę musiał wspomnieć co nieco panu. Może to jakaś izolatka dla złych uczniów? Nie dość, że karzą cię głodówką, to jeszcze na siłę wciskają ci matematykę.
Ciekawe gdzie skryła się ta pani, która takim przyjemnym dla ucha głosem wymawia liczby.
- 5, 4, 3, 2, 1
Skomplikowane wyliczenia - pomyślał mały piesek. A potem nastała światłość.


- Czy już po wszystkim? - zapytał smutny detektyw.
- Tak. Potwierdził profesor. Mam nadzieję, że nie cierpiał.

Muszę ci coś zawczasu powiedzieć Tomaszu - stwierdził profesor idąc obok smutnego detektywa.
- Podczas działań na Neutrinach wydzielane są olbrzymie dawki promieniowania. Radiacja jest tak duża, że jest w stanie bez problemu stopić pół metrową stalową ścianę. Wiesz. Taka energia w sekundę spopieliła by olbrzymiego słonia. Nie chciał bym byś przeżył szok, ale musisz przygotować się na niemiły widok...
- Wiem. Wiem... Tomasz ponownie pogrążył się w myślach.


W końcu doszli do dużych stalowo ołowianych drzwi, pod którymi siedziała mała biała myszka.
Profesor podszedł do klawiatury umieszczonej na bocznej ściany i zaczął stukać w klawisze.
Detektyw zbliżył się do małej istotki i nic nie mówiąc przykucnął przy niej. Myszka ze skruszoną miną schowała się w kieszeni pana.

Głupi psiaku. Gdybym tylko mógł ci pomóc. Nic jednak nie dało się zrobić. Trzeba było zostać przy mnie... Detektyw wziął głębszy oddech i jako pierwszy wszedł do komnaty.

- Tomaszu! Chciałem ci powiedzieć, że… Wchodząc za detektywem profesor chciał coś powiedzieć, lecz jego słowa ugrzęzły mu w gardle. Stojąc jak wmurowany patrzył wprost przed siebie.

Na środku lśniącej posadzki leżał skulony w kłębek mały piesek. Chrapał.

Powrót

Kategoria: Van Thomas
Po okolicy rozległ się tupot małych stópek.
Ślizgając się na zakręcie mała suczka wpadła przez metalowe wrota do olbrzymiej jaskini.
- Pierwsza! Krzyknęła Super Szamson wbiegając z impetem do środka.
- Dałam ci fory! Ledwo dysząc tuż za małym pieskiem do sali wbiegła mała biała myszka.

Wiszący przy stropie nietoperz momentalnie otworzył oczy.
- Wacław. Wacław! Ktoś się zjawił.
- Tak, tak. Wiem. Przecież słyszę – odpowiedział stary nietoperz nie otwierając oczu.
- No to może powinniśmy wzbić się w powietrze i panicznie polatać?
- Młody jesteś i głupi. Daj ty sobie spokój i idź spać. Stary nietoperz otulił się mocniej skrzydłem.

W tej samej chwili do groty wszedł Pan. Przystanął w wejściu, rozejrzał się po opustoszałej grocie i westchnął
- Wreszcie jesteśmy w domu przyjaciele.

- Wacław! Mówię ci – coś się dzieje. Teraz jakiś gość tutaj przyszedł.
- Roman. Mówię ci po raz kolejny. Idź ty że spać. Przecież to nikt obcy.
- Obcy nie obcy. Może powinniśmy trochę polatać po okolicy i poudawać krwiożercze bestie?
- Stary nietoperz zerknął z ukosa na małego kompana.
Młody momentalnie zamknął oczy, czasami tylko potajemnie zerkając w stronę nowo przybyłych.


Pan podszedł do ustawionego przed olbrzymimi ekranami fotela i zrzucił z ramienia przypominającą dużego serdelka naramienną torbę. Zasiadłszy wygodnie w fotelu, przekręcił się w stronę wciąż kłócących się o wygraną zwierzaków, oparł głowę na dłoniach i uśmiechnął się

- To co moi drodzy? Może zrobimy sobie mały rekonesans po okolicy?

Mały piesek momentalnie przerwał dyskusję na temat wyższości psów nad myszami i wesoło merdając ogonem podbiegł do Pana.

- Haha – zaśmiał się Pan. Dzisiaj sobie odpuśćmy. W zamian może przyrządzimy sobie – powiedział wyciągając z torby – porcję gorących parówek

Mały piesek jeszcze weselej zamerdał ogonem.

- Parówki? Wolne żarty. Dopiero co tutaj wróciliśmy a ten chce nas truć jakimś ustrojstwem które…
Zanim myszka zdążyła zakończyć zdanie, w jej kierunku polecał rzucony przez Pana mały pakuneczek w którym ukryty był całkiem mile wyglądający kawałek żółtego sera.

- Z drugiej strony – przyznała po namyśle mała myszka – myślę że parówki to dobry pomysł. Przynajmniej nie zjecie mi mojego smakołyka.

Wiszący pod sufitem mały nietoperz przyglądał się całej sytuacji. Stary nietoperz najwyraźniej ma rację. Muszę się jeszcze tyle w życiu nauczyć.

Zamyślony Pan uśmiechając się patrzył się na wesoło objadających się przyjaciół. Tak przyjaciele. Jak dobrze wrócić do domu.

Wejście

Kategoria: Van Thomas


Drzwi do sali zostały leciutko otwarte, a ze szczeliny jakie utworzyły wypadł mały przypominający walec metalowy przedmiot. Obiekt przetoczył się kilka metrów po lśniącej posadzce, po zatrzymał się w miejscu.

Nagle eksplozja oślepiającego światła połączona z ogłuszającym hukiem wypełniły całe pomieszczenie.
Sekundę później drzwi do pomieszczenia z hukiem się otworzyły, a do środka wpadł z impetem mały piesek. Super Szamson wyglądał na całkiem zwyczajnego psa. Jedynie jego strój wydawał się jakiś taki dziwny. Założona na uszy czapka była bliźniaczo podobna do nakrycia głowy dawnych bohaterskich lotników. Na grzebiecie miał przypięty mały czarny plecak, do którego przymocowanych było kilka dziwnych przedmiotów.

Wciąż mknąc przed siebie szybkim ruchem szarpnął sznurek, który wystawał z boku plecaka. Uruchomiony mechanizm kilku bloczków wystrzelił w górę 2 błyszczące przedmioty.
Nie było chwili do stracenia.
Nie czekając na to co się stanie, Super Szamson skierował się w stronę najbliższego napastnika.

W chwili gdy błyskotki miały już spaść na ziemię, do pokoju wbiegł Fantomas.
Odruchowo złapał spadające pistolety, wymierzył i nie zastanawiając się kilkakrotnie wystrzelił. Trzech z pięciu napastników padło łapiąc się za przestrzelone kolana.
Czwarty jegomość miał nieszczęście stanąć na drodze super psu, który właśnie mu udowadniał bojową wartość sławetnego salta mortadele.
Zanim ostatni z napastników zdołał zorientować się w całej sytuacji, przywitał luto-kopa samym środkiem swojego krocza. Właśnie w tym momencie jego przyrodzenie stwierdziło, że warto udać się na urlop. Najlepiej do końca życia.

Trzecia z łusek spadła na podłogę...